← Wszystkie bajki

O prawdzie i pięknie

Rossa

Autor i ilustracje: Milena Skrzyńska

okladka

W ogrodzie, który z daleka wyglądał jak starannie zaplanowana harmonia barw i kształtów, rosła róża o imieniu Rossa.

ogrod

Nie była najokazalsza.

Nie pięła się najwyżej.

Nie rozchylała płatków tak śmiało jak inne róże, które zdawały się istnieć po to, by je podziwiano.

Rossa rosła spokojnie. Trochę na uboczu. Trochę bliżej cienia niż światła.

Inne kwiaty patrzyły na nią z dystansem.

— Zamknięta w sobie.

— Chłodna.

— Wyniosła.

Tak ją nazywano.

wiatr

Nikt nie widział, że Rossa od zawsze uczyła się przetrwać silne wiatry.

Kilka razy jej łodyga została złamana.

Że gdy była młodą różą, zbyt gwałtownie otwierała płatki i wiatr boleśnie je poszarpał.

Więc nauczyła się ostrożności.

Zamykała się nie dlatego, że czuła się lepsza.

Zamykała się, by nie pęknąć.

rosa

Najtrudniejsze były poranki. Krople rosy osiadały na jej płatkach, ciężkie jak niewypowiedziane słowa.

Rossa chciała powiedzieć światu:

Nie jestem zdystansowana. Jestem uważna.

Nie jestem chłodna. Jestem zmęczona udawaniem siły.

Nie jestem wyniosła. Po prostu długo leczyłam rany w samotności.

Ale ogród nie znał języka ciszy.

lilia

Pewnej nocy, gdy księżyc zawisł nisko, w ogrodzie zapadła niezwykła cisza. Rossa poczuła wtedy coś, czego nie czuła od dawna — czyjąś obecność bez oceny.

Obok niej rozkwitła nocna lilia.

— Nie musisz się tłumaczyć — powiedziała łagodnie.

— Ale oni mnie źle widzą — wyszeptała Rossa.

— Ludzie i kwiaty widzą przez własne historie. Nie przez twoją.

Rossa milczała.

— Bycie niezrozumianą boli — ciągnęła lilia — bo każdy z nas chce być zobaczony prawdziwie. Lecz nie wszyscy potrafią patrzeć głębiej niż powierzchnia.

— Więc mam się zmienić? Stać się bardziej jak oni?

Lilia poruszyła płatkami.

— Nie. Masz przestać się kurczyć.

prawda

Te słowa zapadły w Rossę głęboko, jak woda w spragnioną ziemię.

Po raz pierwszy pozwoliła sobie oddychać pełniej. Jej płatki nie otworzyły się gwałtownie. Nie stała się nagle inną różą.

Ale przestała się chować.

I stało się coś cichego, lecz ważnego.

Kilka kwiatów zaczęło siadać bliżej.

Nie dlatego, że Rossa się zmieniła.

Lecz dlatego, że przestała wysyłać światu sygnał: „nie podchodź”.

Zrozumiała wtedy coś, co dojrzewało w niej od lat:

Nie każdy musi ją rozumieć.

Nie każdy musi ją lubić.

Nie każdy musi umieć czytać jej ciszę.

Ale są tacy, którzy potrafią.

A ich obecność wystarczy.

Od tej pory Rossa nie próbowała już udowadniać, kim jest.

Pozwalała sobie być.

Czasem zamknięta.

Czasem delikatna.

Czasem milcząca.

Zawsze prawdziwa.

I w tej prawdzie było więcej piękna niż w najbardziej pokazowym rozkwicie.